tygodnik opoczyński
Ogłoszenia
Wyróżnione
UROLOG Dr N. Med. K. DĄBROWSKI, USG. WAZEKTOMIA ...
czytaj dalej »

Sprzedam drewno opałowe i kominkowe 511 542 ...
czytaj dalej »

Sprzedam wóz ciągnikowy, tel 668 197 ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Historia

 Wspomnienia o Staromirskim

 


W związku z zajęciem przez powstańców na początku lutego 1863 r. Opoczna, wspominana jest postać dowodzącego zwiadem konnym Staromirskiego.
Z pamiętników powstańczych dowiedzieć się można, że Tomasz (?) Staromirski (wg Władysława Modrzewskiego; Stalmirowski ? wg Józefa Ożegalskiego) pochodził z dość zamożnej i szanowanej rodziny posiadającej majątek w powiecie rawskim. Przed wybuchem powstania służył u huzarów w wojsku rosyjskim, skąd jednak został wydalony za złe sprawowanie, przypuszczalnie za brak subordynacji. W rodzinnych stronach znany był z awanturniczego trybu życia. Posiadał niespokojny i wybuchowy charakter.
Z opisu Józefa Ożegalskiego wynika, że był człowiekiem młodym, przypuszczalnie nie mającym lat trzydziestu. Wspominany uczestnik powstania opisał go jako dobrze zbudowanego wysokiego, jasnego blondyna, z wąsikiem, o kędzierzawych włosach i dużych niebieskich oczach. Chodził ubrany w białą kapotkę z czerwonymi wyłogami. Na głowie nosił krakuskę z pawimi piórami.
Gdy w nocy z 23 na 24 stycznia 1863 r. dowiedział się o wybuchu powstania nie wahał się do niego przystąpić. Podobno uzbroił swojego sługę i zabrał go ze sobą do Mszczonowa, gdzie na kwaterze przebywało pięciu kozaków. Tych spotkał na drodze, którą podążał z Rawy i bez wahania ich zaatakował. Jednego zastrzelił z pistoletu, drugiego zarąbał szablą. Pozostali na ten widok czmychnęli, lecz Staromirski ich dogonił. I jeszcze jednego z nich ściągnął z konia biorąc do niewoli. Pozostali dwaj uratowali się z opresji.
Następnie zebrał kilkunastu podobnych do siebie awanturników. Byli to przeważnie ekonomowie, pisarze, lokaje i inne osoby ze służby dworskiej. Uformował z nich partię, z którą wojował wraz z powstańcami, ale także na własną rękę. W powstaniu brał udział od samego początku. Walczył najpierw pod dowództwem Langiewicza. Bił się z odwagą i męstwem. Przeprowadzał zwiady i podjazdy. Czynił tak często sam. Na własne ryzyko i rękę. Po odejściu Langiewicza do Galicji poruszał się po sandomierskiem z własnym oddziałem konnym, który tworzyło kilkunastu jemu podobnych osobników. Z oddanymi sobie ludźmi dręczył i nękał Rosjan.
Posiadał nieokiełzaną fantazję, gorący i trudny charakter. Awanturniczy temperament, pewność siebie i zarozumiałość robiły z niego niekontrolowanego, nieobliczalnego i niebezpiecznego watażkę.
Miał nie lada tupet i popisywał się często brawurą. Raz na przykład miał, po zlikwidowaniu straży, przejechać ze swoim oddziałem przez jakieś zajęte przez Rosjan miasteczko. Przypuszczalnie chodziło o zakład, który wygrał przejeżdżając konno przez pełny rosyjskiej piechoty rynek w Grójcu.
W pamiętniku J. Ożegalskiego natrafić można na notatkę o tym jak pewnego dnia Staromirski udał się sam na zwiad. Po drodze wstąpił do karczmy, aby nie tylko zaciągnąć języka, ale też coś wypić. Pojawili się tam niespodziewanie dwaj kozacy i chcieli go aresztować. Staromirski jednak nie stracił głowy i zachował zimną krew. Bez najmniejszego strachu, zażądał płynnie po rosyjsku, aby go zastawili w pokoju ponieważ jest rosyjskim oficerem wracającym z przeszpiegów od powstańców. Następnie zaprosił obydwóch kozaków do stołu i poczęstował wódką. Gdy byli już pijani rozbroił ich, powiązał i przyprowadził na własnych koniach do obozu.
Pamiętniki odnotowują, że dawał się we znaki nie tylko Moskalom, lecz również własnym rodakom. Napadał na domy obywatelskie i dwory ziemiańskie, które grabił i rabował. Zajmował się zwykłym rozbojem i grabieżą, rabując co się da, głównie pieniądze, kosztowności, złoto i srebro. Teroryzował ludność. Nakładał kontrybucje. Torturował i karał niewinnych ludzi, podejrzewając ich bez przyczyny i dowodów o kolaborację, zdradę lub nieprzychylność. Kontynuował awanturniczy tryb życia, z którego był już wcześniej znany.
Doszło więc nawet do tego, że nie tylko chłopi, lecz również szlachta i obywatele poszukiwali ochrony przed Staromirskim u Rosjan.
W celu rozwiązania problemu z samowolą oddziału, dowództwo powstania wydało rozkaz nakazujący wcielenie Staromirskiego do żandarmerii narodowej i oddanie się pod komendę Bończy. Staromirski stał w tym czasie ze swoim oddziałem pod Rudą Maleniecką. Mimo dwukrotnego pojawienia się emisariuszy i nalegań Bończy stanowczo odmówił z tym, że nie ma zamiaru się z kimkolwiek łączyć i komukolwiek podporządkować ze swoją jazdą.
W końcu przywódcom powstania zabrakło cierpliwości. Postanowiono ukrócić jego samowolę. Wydany został rozkaz pojmania i ukarania za gwałty i rabunki karą śmierci. Staromirski musiał więc unikać spotkań i utarczek z oddziałami powstańczymi.
Rozkaz o ukaraniu niesubordynowanego watażki, któremu zarzucano nawet przywłaszczenie sobie stopnia podpułkownika, doręczony został do dowódców powstańczych w sandomierskiem. Dotarł on też do oddziału Dionizego Czachowskiego, który po zwycięskiej bitwie pod Stefankowem (22 kwietnia 1863 r.) obozował w pobliżu partii Staromirskiego.
J. Ożegalski w pamiętniku wspomina, że wysłano za awanturnikiem czterech strzelców i oficera z odwachu celem aresztowania i doprowadzenia przed dowódcę. Za aresztowanym natychmiast przybyli jego kawalerzyści biorąc w obronę i orędując za swoim komendantem. Głośno przy tym szemrali i protestowali przeciwko Czachowskiemu. Nie kryli zamiaru buntu i uwolnienia siłą Staromirskiego. Zaalarmowany zachowaniem kawalerzystów Czachowski przybył natychmiast na odwach z adiutantem. Własnym pałaszem oraz groźbą użycia broni palnej i rozstrzelania udało mu się przywrócić porządek i rozpędzić bunt. Potem przeprowadził dochodzenie i rozmowę z aresztantem. Podobno mając na względzie starą znajomość z rodzicami aresztowanego, którzy byli zacnymi i szanowanymi obywatelami oraz jego męstwo i rany odniesione w niedawnej bitwie, Czachowski nie zdecydował się na stracenie Staromirskiego. Ułaskawił go od haniebnej śmierci pod warunkiem zwrotu zagrabionego mienia. Staromirski zobowiązał się pod słowem honoru do zwrotu kosztowności poszkodowanym dzięki czemu uratował sobie życie i odzyskał wolność. Niestety słowa danego Czachowskiemu nie dotrzymał. Nie tylko nikomu nic nie zwrócił, lecz dopuścił się później kolejnych gwałtów i przestępstw. Wyrok śmierci został więc utrzymany.
Po bitwie pod Stefankowem drogi Czachowskiego i Staromirskiego się rozeszły. Dwa dni później (24 kwietnia 1863 r.) kawalerzyści Staromirskiego zaatakowani zostali pod Michałowem k. Wierzbnika przez kolumnę rosyjskich dragonów. Polacy nie podjęli walki z Rosjanmi i zaraz po pierwszych wystrzałach ustąpili z pola walki. Staromirski miał od tego czasu ostatecznie zrezygnować z walki na rzecz powstania. Z oddziałem w sile około 46 jeźdźców opuścił szeregi powstańcze. Zajmował się grabieżą i rabunkiem, zwłaszcza zabieraniem kas rządowych do czego miał podobno szczególną skłonność i talent.
Dzięki koniom, które jego oddział posiadał, szybko się przemieszczał. Był nieuchwytny niczym wiatr w polu. Unikał potyczek z nieprzyjacielem i kontaktu z partiami powstańczymi.
Jak dalej wspomina J. Ożegalski, Czachowskiemu jednak udało się po pewnym czasie znów go odnaleźć w jednym z dworów, gdzie akurat leczył rany po kolejnej wyprawie i potyczce. Powstańcy otoczyli dwór, do którego wstąpił Czachowski z adiutantem w celu aresztowania poszukiwanego. Wewnątrz doszło do wymiany ognia w wyniku, której Staromirski został ciężko ranny. Czachowski zrezygnował z jego powieszenia. Sądził bowiem, że z rany już się nie wyliże i nie wyleczy. Popełnił jednak błąd. Staromirski nie tylko nie zmarł, ale zaraz po powrocie do zdrowia ponownie zebrał swoją bandę i dalej rabował.
Przyszła jednak na niego przysłowiowa kryska i opuściło go szczęście. Z pamiętnika W. Modrzewskiego wynika, że w końcu sierpnia 1863 roku po kolejnym napadzie, w którym zrabował podobno 200 tysięcy złotych polskich, próbował z powozem i czterema końmi dostać się do Krakowa. Po drodze w okolicy Oksy koło Jędrzejowa miał pecha. Wpadł na powstańców z oddziału Zygmunta Chmielińskiego. Mimo zaciętej obrony został pojmany i aresztowany. Dzień później stanął przed powstańczym sądem polowym, który odbył się w Radkowie. Skazany został na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano natychmiast na miejscu.
Wspominany W. Modrzewski w pamiętniku odnotował, że skazaniec sam postronek pociągnął do góry i trzymał go w zaciśniętych i skrzepłych rękach do ostatniego momentu. Inne źródło podaje jednak, że zgodnie z powstańczymi kodeksami karnymi wojskowymi, rozstrzelany został na rozkaz Zygmunta Chmieleńskiego jesienią 1863 r.
Tak zakończył życie jeden z młodych dowódców powstańczych o nazbyt gorącym temperamencie, awanturniczym charakterze i namiętnościach, który na pewno zawiódł pokładane w nim nadzieje. Zamiast trafić do grona bohaterów powstania poniósł haniebną śmierć z rąk własnych rodaków. Tyle pamiętniki powstańcze. Dziś trudno dociec czy tak było naprawdę. Pamięć ludzka bywa bowiem często zawodna.


Waldemar Ireneusz Oszczęda   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 6 (813) z dnia 8 Lutego 2013r.
W dziale Historia dostępne są również artykuły:

    Pokaż pełny spis treści
     
    Kontakt z TOP
    Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
    oglotop@pajpress.pl

    Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
    tel: 44 754 41 51

    Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
    tel: 44 754 21 21
    top@pajpress.pl
    Artykuły
    Informator
    Warto wiedzieć
    Twój TOP
    TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
    Zarejestruj konto »